no więc... minęło trochę czasu. Dzbanecznik umyty, wypsikany chemią, podlany topsinem... nie zauważam już gąsienic, ale wydaje mi się, że tego biedka już nie uratuję... na potęgę żółkną i schną lub gniją mu liście... coraz więcej łodyg zamienia się w suche badyle. Wiem, że to wygląda za zbyt mało azotu u rośliny (bo nie jest ani przelana ani przesuszona- pilnuję tego!) Tak więc chyba będę musiała podjąć decyzję- czy roślinę zostawić w stanie takim, jaki jest, czy skoro mam mech sphagnum (i ukorzeniacz też się gdzieś w piwnicy znajdzie, chociaż może być po terminie

) to czy nie zacząć "ratować" chociaż zdrowych kawałków rośliny... bo górne części rośliny mają zdrowe stożki wzrostu, a liście są wprost piękne i zdrowe:) tyle, że boję się zaczęć rozmnażać, bo coś mi mówi, że mi się to nie uda (mimo, że nigdy nie próbowałam) może powinnam zrobić 1 okład powietrzny i jak się uda to zrobić kolejny???
ok, inne pytanie, nie w temacie, ale nie chcę męczyć hddk na gg, ani powielać tematów. Czy można teraz przesadzać dzbaneczniki? Chodzi mi o dzbanecznik beczułkowaty-harlekin i dzbanecznik białobrzegi. Niestety chłopaki przestali rosnąć. Może powinnam ich posadzić na sphagnum??
edytuję...
po przeczytaniu paru tematów na forum zastanawiam się, czy roślina po prostu nie przechodzi w fazę kłącza... chociaż wydaje mi się, że ona już nim jest...
Natomiast moja mała ventrata,która dzbankuje w 90% jest suchym badylem, z którego wyrosły odrosty... niestety one też zaczynają żółknąć, marnieć, a dzbanki usychać.
(fakt, że dzbanki są małe, ale jakoś udało mi się wcisnąć mu 2 osy (oczywiście do 2 dzbanków)... wydaje mi się, że powstrzymało to póki co żółknięcie nowych liści... pozostał jednak nadal problem z dużą ventratą. Po obiedzie narobię jej zdjęć, wstawię dopiero wieczorem, bo dużo czasu z tym zejdzie- trza najpierw "rozplątać" ten dzbanecznik, żeby go trochę "oporządzić", i poucinać "zepsute" liście.