Niestety jak kij ma (dwa końce (czasem więcej) jak medal ma dwie strony tak i ekologia, genetyka (a w szczególności genetyka populacji), ochrona środowiska nie jest taka prosta jak to w podręcznikach piszą.
Nie wiem czy doszliście juz do takiego punktu (a jeśli nie to dojdziecie), że stwierdziliście, że rzeczywistość mija się z tym co wykładają na uczelni (w szczególności jeśli chodzi o sprawy ekologii i ochrony środowiska).
Sprawa pozyskiwania roślin (szczególnie chronionych) ze środowiska a następnie handel nimi lub własna uprawa. Jak najbardziej potępiam taki proceder. Cały problem w tym jak ustalić które jest z natury, a które z hodowli? Jeśli będziemy mieli dowody na to, że materiał roślinny pochodzi bezpośrednio z natury jak najbardziej wstrzymujemy sprzedaż takiej rośliny a delikwent otrzyma u nas dodatkowo ostrzeżenie do profilu. Musi być to jednak pewny, udokumentowany przypadek. Dodatkowo można by było zgłosić niszczenie roślinności chronionej odpowiednim służbom jednak nie zdziwmy sie jeśli w wielu przypadkach nas po prostu oleją. Jeśli teren nie jest super wyjątkowy i nie zajmuje sie nim jakiś leśniczy fascynant to możemy liczyć tylko na pokiwanie głową (chyba, że zgłosicie od razu kradzież kilku kubików drewna...) Niestety Lasy Państwowe w sporej części zajmują się biznesem - pozyskiwaniem drewna (przepraszam "prawdziwych" leśników ale niech powiedzą, że tak nie jest) a nie ochroną jakiejś roślinki.
Podzielam tutaj zdanie Krzyśka, że jako odpowiedzialna społeczność powinniśmy zwiększyć zasoby naszych rodzimych roślin mięsożernych w swoich hodowlach i doprowadzić wszelkimi sposobami to zalewu naszego kraju, a za razem zagranicy materiałem roślinnym z hodowli. Z capensisami tak się dało (nasiona za darmo rozdajemy), z D. rotundifolia będzie ciężej ale dlaczego nie miało by się nie udać? Trzeba temat uderzyć z kilku stron dlatego przydało by się trochę materiałów propagandowych (edukacyjnych) na naszych forach jak i przygotować materiały dla szkół (zawsze można takie materiały wrzucić w odpowiednie miejsca na Internecie w ramach tematu „bioróżnorodność”). Sądzę, że można by było przygotować również kilka ciekawych artykułów do czasopism, gazet, gazet regionalnych ect. bazując właśnie na sprawozdaniach z bezpośrednich odwiedzin na torfowiskach. W te artykuły również można wpleść elementy edukacyjne mówiące o tym jak szkodliwe są bezmyślne działania „złodziei” roślin.
Nie łudźmy się jednak, że rosiczki, tłustosze czy inne rośliny z natury nie będą ginąć. Roślina z lokacją zawsze będzie cenniejsza niż roślina bez lokacji.
No właśnie. Kto ma rośliny z lokacją ręka do góry. Ba… kto ma rośliny owadożerne inne niż sztuczne ręka do góry. Pytanie. Jaką drogę przebyły wasze rośliny zanim do was dotarły? Czy materiał roślinny użyty do produkcji waszych roślin aby na pewno był legalny?
Nie łudźmy się. Większość okazów pochodzi i pochodzić będzie z grabieży. Tak, mamy nadzieję, że do handlu wprowadziła je osoba która miała pozwolenia, zezwolenia itd. Jednak zdajmy sobie sprawę z tego, że tak nie jest, a nasze hobby potęguje zapotrzebowanie na materiał roślinny i jego kradzież z natury – nie ważne czy to Polska, Borneo czy Australia.
Po co to mówię? Myślę , że dobrym naszym wspólnym krokiem było by zbieranie (legalne) materiału siewnego z różnych naszych lokacji i nieodpłatne rozsyłanie do poważniejszych banków nasion roślin owadożernych oraz udostępnianie tego materiału naszym hodowcom. Taka dobra praktyka pomogła by edukować zarówno naszych hodowców jak i hodowców z za granicy. Wiem, że nie jest to łatwe ale realne do osiągnięcia.
Inna kwestia – geny, dobór naturalny itd.
Tutaj tez sprawa nie jest taka prosta. Działa tu mnóstwo różnych czynników. Stawianie sprawy w taki sposób – nic nie ruszać – samo się obroni, a jeśli nie to trudno jest bez sensu i powinno się stosować tylko i wyłącznie w pewnych ekosystemach modelowych.
Jak sami wiecie ekosystem to sieć powiązań które mogą wywołać takie zmiany w środowisku przed którymi roślina nie jest się w stanie obronić. Z jednej strony buldożer, z drugiej strony zmiany klimatyczne z trzeciej rolnik dbający o swoje i osuszający pole rowami melioracyjnymi (przy okazji obniżający poziom wody w pobliskim torfowisku).
Na domiar złego nie spasa bydła na kwiecistej łące, a i siana mu nie potrzeba więc kosa rdzewieje gdzieś w kącie. Już nie jeden profesor w Parkach Narodowych narobił pasztetu stosując stanowisko „ nie ruszać samo się naprawi”. Czasem koszenie trawy, nawadnianie, odwadnianie, przenoszenie jest konieczne (tutaj trochę będę usprawiedliwiał Czechów). Nie wiemy co dokładnie tam robili, dlaczego, czy konsultowali swoje poczynania z osoba kompetentną, nie wiemy jaki skutek przyniosły ich poczynania. Być może dzięki nim te tłustosze jeszcze tam są? Nie wydawał bym tutaj pochopnych wyroków. Nie znaczy to oczywiście, że wszystko jest OK. Być może rzeczywiście robią tam bzdurne jednak po tak krótkiej jednostronnej informacji trudno cokolwiek wywnioskować.
Co do pozyskiwania materiału siewnego. Skąd pewność, że nie mają na to pozwolenia (choć może to tez być działanie samozwańcze – tego nie wiemy)?
Reintrodukcja formami z in vitro. W grę wchodzi niewielka zamknięta populacja tłustosza więc jego pula genowa już jest uboga. Dodatkowo w grę może wchodzić samozapylenie jak i rozmnażanie wegetatywne (paki, gemmae?). Wątpię aby wprowadzali tylko jedną roślinę (z jednym genotypem). Dodatkowo wprowadzone rośliny nie są jedyne i w kolejnych latach mają szanse się krzyżować dając nowe kombinacje genów.
Ze z In vitro słabsze? Pisaliście – dobór naturalny zrobi swoje… ja tu nie widzę problemu.
Problemem mogło by być zasilanie populacji nowymi genami z innych populacji – ale to już inna bajka.
Kwestia namnażania i handlu – dzięki temu można będzie utrzymać geny (w hodowlach ale to lepsze niż w zielnikach). Handel wykopywanymi roślinami. Tutaj definitywne przegięcie – gdyby takie coś miało miejsce. Handel nasionami zebranymi w naturze, Też przegięcie. Powinni wykorzystać do odbudowy populacji oraz zasilić kompetentne banki nasion.
Ech.. sporo jeszcze do dyskusji zostało ale nie wiem czy ktoś dotarł do tego miejsca moich wypocin

Pozdrawiam, Roman.