Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Forum dotyczące wszystkich roślin owadożernych. Jeśli twój temat dotyczy większej ilości grup roślin niż jedna, to tu jest na niego miejsce!

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez Tough » 26 cze 2010 20:40

Mając na myśli wyrywanie roślin z środowiska naturalnego nie wiem co powiedzieć. Jest to po prostu WANDALIZM. Nie wiem jak nisko trzeba upaść, żeby woleć wyrwać rośliny z natury, niż wydać te kilka złotych (5-6zł) na kilkanaście nasion lub małą sadzonkę rośliny.
Przypomniałem sobie słowa mojej cioci, która często jeździ na Mazury. Opowiedziała mi jak w ciągu 2 lat z ogromnej populacji D. rotundifolia nie zostało praktycznie nic, bo turyści chcieli je sfotografować, jednak nie zauważali ich po swoimi nogami. Tak więc, wina wymierania roślin też jest nieostrożnych zwiedzających.

Dobra to teraz z innej beczki. Czytałem w książce, że w mojej okolicy jest torfowisko wysokie, lecz ostatnie osobniki Droser były tam zaobserwowane ponad 10 lat temu. Postanowiłem więc (jeszcze nie hodowałem wtedy owadożerów), że jak wejdę w posiadanie rosiczek polskich to po skontaktowaniu z władzami Parku, na którego terenie jest torfowisko, postaram się odbudować populacje. Akurat mam D. rotundifolia i 2 odmienne genetycznie D. intermedia. 90 % roślin uzyskanych z nasion chce przeznaczyć właśnie na ten cel. O ile to torfowisko jest tam gdzie myślę to jest ono ogrodzone i chronione, także sądzicie, że ma to sens czy nie bardzo? Dodam, że roślinki będą hodowane na zewnątrz w celu zahartowania ich do polskich warunków.
Avatar użytkownika
Tough
 
Dołączył(a): 16 kwi 2009 11:52
Lokalizacja: Stryków/Łódź

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez szamanka » 26 cze 2010 20:48

Zalezy z jakiego powodu wymarły rosiczki na twoim torfowisku. Jeśli z naturalnego - sukcesja itd to nie ma to większego sensu, bo jest mała szansa że poradzą sobie teraz.
Proszę nie pisac do mnie na pw i gg pytań czy mam na sprzedaż rośliny, będę miała i będę chciała sprzedać to wystawię na forum.
Avatar użytkownika
szamanka
Administratorka
 
Dołączył(a): 08 sie 2007 15:31

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez ObywatelkaKostnicy » 26 cze 2010 20:52

musiałbyś do próby odrodzenia populacji mieć o wiele wieksza populację wyjściową, a do tego czy sam park by sie zgodził to jest to problematyczne - duzo roboty papierkowej i ludzie robiący problemy. możliwe że byś trafił na jakiegoś rozumnego urzedasa, który nieoficjalnie pozwoliłby ci porozrzucać tam nasion, ale to wątpliwe. aczkolwiek próbować zawsze można. 'ludzie nie zdający sobie sprawy, ze coś jest niemożliwe często bywają pretem wepchniętym w szprychy roweru historii' t. prathett (czy jakos podobnie ten cytat - sens zachwany)
"Jak długo trwa minuta, zależy od tego, po której stronie drzwi toalety się znajdujesz."
"Człowiek, który uśmiecha się, gdy sprawy idą źle, myśli o człowieku, na którego można zwalić winę"
Avatar użytkownika
ObywatelkaKostnicy
 
Dołączył(a): 01 sie 2009 14:45
Lokalizacja: siemianowice śląskie, Polska

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez marrom » 26 cze 2010 22:24

Niestety jak kij ma (dwa końce (czasem więcej) jak medal ma dwie strony tak i ekologia, genetyka (a w szczególności genetyka populacji), ochrona środowiska nie jest taka prosta jak to w podręcznikach piszą.
Nie wiem czy doszliście juz do takiego punktu (a jeśli nie to dojdziecie), że stwierdziliście, że rzeczywistość mija się z tym co wykładają na uczelni (w szczególności jeśli chodzi o sprawy ekologii i ochrony środowiska).

Sprawa pozyskiwania roślin (szczególnie chronionych) ze środowiska a następnie handel nimi lub własna uprawa. Jak najbardziej potępiam taki proceder. Cały problem w tym jak ustalić które jest z natury, a które z hodowli? Jeśli będziemy mieli dowody na to, że materiał roślinny pochodzi bezpośrednio z natury jak najbardziej wstrzymujemy sprzedaż takiej rośliny a delikwent otrzyma u nas dodatkowo ostrzeżenie do profilu. Musi być to jednak pewny, udokumentowany przypadek. Dodatkowo można by było zgłosić niszczenie roślinności chronionej odpowiednim służbom jednak nie zdziwmy sie jeśli w wielu przypadkach nas po prostu oleją. Jeśli teren nie jest super wyjątkowy i nie zajmuje sie nim jakiś leśniczy fascynant to możemy liczyć tylko na pokiwanie głową (chyba, że zgłosicie od razu kradzież kilku kubików drewna...) Niestety Lasy Państwowe w sporej części zajmują się biznesem - pozyskiwaniem drewna (przepraszam "prawdziwych" leśników ale niech powiedzą, że tak nie jest) a nie ochroną jakiejś roślinki.

Podzielam tutaj zdanie Krzyśka, że jako odpowiedzialna społeczność powinniśmy zwiększyć zasoby naszych rodzimych roślin mięsożernych w swoich hodowlach i doprowadzić wszelkimi sposobami to zalewu naszego kraju, a za razem zagranicy materiałem roślinnym z hodowli. Z capensisami tak się dało (nasiona za darmo rozdajemy), z D. rotundifolia będzie ciężej ale dlaczego nie miało by się nie udać? Trzeba temat uderzyć z kilku stron dlatego przydało by się trochę materiałów propagandowych (edukacyjnych) na naszych forach jak i przygotować materiały dla szkół (zawsze można takie materiały wrzucić w odpowiednie miejsca na Internecie w ramach tematu „bioróżnorodność”). Sądzę, że można by było przygotować również kilka ciekawych artykułów do czasopism, gazet, gazet regionalnych ect. bazując właśnie na sprawozdaniach z bezpośrednich odwiedzin na torfowiskach. W te artykuły również można wpleść elementy edukacyjne mówiące o tym jak szkodliwe są bezmyślne działania „złodziei” roślin.

Nie łudźmy się jednak, że rosiczki, tłustosze czy inne rośliny z natury nie będą ginąć. Roślina z lokacją zawsze będzie cenniejsza niż roślina bez lokacji.

No właśnie. Kto ma rośliny z lokacją ręka do góry. Ba… kto ma rośliny owadożerne inne niż sztuczne ręka do góry. Pytanie. Jaką drogę przebyły wasze rośliny zanim do was dotarły? Czy materiał roślinny użyty do produkcji waszych roślin aby na pewno był legalny?

Nie łudźmy się. Większość okazów pochodzi i pochodzić będzie z grabieży. Tak, mamy nadzieję, że do handlu wprowadziła je osoba która miała pozwolenia, zezwolenia itd. Jednak zdajmy sobie sprawę z tego, że tak nie jest, a nasze hobby potęguje zapotrzebowanie na materiał roślinny i jego kradzież z natury – nie ważne czy to Polska, Borneo czy Australia.

Po co to mówię? Myślę , że dobrym naszym wspólnym krokiem było by zbieranie (legalne) materiału siewnego z różnych naszych lokacji i nieodpłatne rozsyłanie do poważniejszych banków nasion roślin owadożernych oraz udostępnianie tego materiału naszym hodowcom. Taka dobra praktyka pomogła by edukować zarówno naszych hodowców jak i hodowców z za granicy. Wiem, że nie jest to łatwe ale realne do osiągnięcia.


Inna kwestia – geny, dobór naturalny itd.
Tutaj tez sprawa nie jest taka prosta. Działa tu mnóstwo różnych czynników. Stawianie sprawy w taki sposób – nic nie ruszać – samo się obroni, a jeśli nie to trudno jest bez sensu i powinno się stosować tylko i wyłącznie w pewnych ekosystemach modelowych.

Jak sami wiecie ekosystem to sieć powiązań które mogą wywołać takie zmiany w środowisku przed którymi roślina nie jest się w stanie obronić. Z jednej strony buldożer, z drugiej strony zmiany klimatyczne z trzeciej rolnik dbający o swoje i osuszający pole rowami melioracyjnymi (przy okazji obniżający poziom wody w pobliskim torfowisku).
Na domiar złego nie spasa bydła na kwiecistej łące, a i siana mu nie potrzeba więc kosa rdzewieje gdzieś w kącie. Już nie jeden profesor w Parkach Narodowych narobił pasztetu stosując stanowisko „ nie ruszać samo się naprawi”. Czasem koszenie trawy, nawadnianie, odwadnianie, przenoszenie jest konieczne (tutaj trochę będę usprawiedliwiał Czechów). Nie wiemy co dokładnie tam robili, dlaczego, czy konsultowali swoje poczynania z osoba kompetentną, nie wiemy jaki skutek przyniosły ich poczynania. Być może dzięki nim te tłustosze jeszcze tam są? Nie wydawał bym tutaj pochopnych wyroków. Nie znaczy to oczywiście, że wszystko jest OK. Być może rzeczywiście robią tam bzdurne jednak po tak krótkiej jednostronnej informacji trudno cokolwiek wywnioskować.

Co do pozyskiwania materiału siewnego. Skąd pewność, że nie mają na to pozwolenia (choć może to tez być działanie samozwańcze – tego nie wiemy)?
Reintrodukcja formami z in vitro. W grę wchodzi niewielka zamknięta populacja tłustosza więc jego pula genowa już jest uboga. Dodatkowo w grę może wchodzić samozapylenie jak i rozmnażanie wegetatywne (paki, gemmae?). Wątpię aby wprowadzali tylko jedną roślinę (z jednym genotypem). Dodatkowo wprowadzone rośliny nie są jedyne i w kolejnych latach mają szanse się krzyżować dając nowe kombinacje genów.
Ze z In vitro słabsze? Pisaliście – dobór naturalny zrobi swoje… ja tu nie widzę problemu.
Problemem mogło by być zasilanie populacji nowymi genami z innych populacji – ale to już inna bajka.

Kwestia namnażania i handlu – dzięki temu można będzie utrzymać geny (w hodowlach ale to lepsze niż w zielnikach). Handel wykopywanymi roślinami. Tutaj definitywne przegięcie – gdyby takie coś miało miejsce. Handel nasionami zebranymi w naturze, Też przegięcie. Powinni wykorzystać do odbudowy populacji oraz zasilić kompetentne banki nasion.

Ech.. sporo jeszcze do dyskusji zostało ale nie wiem czy ktoś dotarł do tego miejsca moich wypocin ;)
Pozdrawiam, Roman.
Avatar użytkownika
marrom
 
Dołączył(a): 05 wrz 2007 19:13
Lokalizacja: Żagań

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez Cephalotus » 26 cze 2010 23:25

Po przeczytaniu postu Romka, stwierdzam, że nie mam nic więcej do dodania, gdyż wyczerpał on moje myśli. :)
Pozdrawiam,
Krzysztof Ciesielski

Fotki owadożerów
Moje zdjęcia
Cephalotus
 
Dołączył(a): 23 sie 2007 22:24
Lokalizacja: Żary

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez moof » 27 cze 2010 08:12

Cephalotus napisał(a):Zawsze wybiera się gatunek priorytetowy, względnie grupę o podobnych wymaganiach, a inne odsuwa się na bok. Ci Czesi skupili się na P. bohemica i pod ich katem pielęgnują miejsce. A w Pieninach to co jest. Rozmnażają niepylaka Apollo i wypuszczają na wolność. Bez tego dawno by wyginął. Nikt tego nie tępi, może napiszesz do nich list, że Ci się takie działania nie podobają, a gatunek zgodnie z naturą ma sobie wyginąć…

Mi chodziło głównie o to, że to stanowisko czechów było stabilne, jedynie nie znajdowało się na obszarze chronionym. To stało się dla nich pretekstem do wykopania rowów melioracyjnych i zmiany lokalnych stosunków wodnych, więc jeżeli to stanowisko by zostawili - prawdopodobnie tłustosze by wyginęły. Trochę za bardzo inwazyjnie się do tego wzięli, sytuacja trochę inna niż z niepylakiem.

Cephalotus napisał(a):Myślę, że na tym etapie dam już sobie spokój i tak napisałem tyle, że nie wiem kto to w ogóle przeczyta. Moje ogólne wrażenie o tematach tego typu jest: „nie no fajnie, że ktoś w ogóle zwraca na to uwagę, ale na gadaniu się skończy”. Niestety, tak będzie, widziałem to nie raz, nie dwa, i to w kwestii (nie ubliżając żadnemu gatunkowi) o wiele rzadszych gatunków w naszym kraju. Każdy wyładuje swoje emocje i poczuje się lepiej. Jestem zdania, że jak coś zmieniać, to najlepiej zacząć od siebie! Czyli oferty podejrzane/nielegalne ganić, nielegalnego nie kupować, a w miarę możliwości dbać i chronić to, co cenne w najbliższej okolicy, przy okazji edukować wszystkich napotkanych na swojej drodze.


Jak widać, przeczytali:) Będziemy się starać kontrolować w miarę możliwości oferty rodzimych roślin na forum. Z tymi na allegro niewiele można zrobić, ciężko cokolwiek udowodnić. Ale można ich wykolegować z biznesu poprzez rozdawanie np. po kosztach wysyłki nasion, na początek wspomnianej rotundifolii. Postaram się coś takiego z czasem zmontować, a może ktoś chciałby pomóc. Poza tym na obecną chwilę większość entuzjastów roślin owadożernych zna oba fora. Jeżeli problem wyraźnie zarysujemy, ograniczy to choć w pewnym stopniu proceder zniechęcając ludzi do kupna roślin pochodzących z nielegalnego źródła.

marrom napisał(a):Sprawa pozyskiwania roślin (szczególnie chronionych) ze środowiska a następnie handel nimi lub własna uprawa. Jak najbardziej potępiam taki proceder. Cały problem w tym jak ustalić które jest z natury, a które z hodowli? Jeśli będziemy mieli dowody na to, że materiał roślinny pochodzi bezpośrednio z natury jak najbardziej wstrzymujemy sprzedaż takiej rośliny a delikwent otrzyma u nas dodatkowo ostrzeżenie do profilu. Musi być to jednak pewny, udokumentowany przypadek. Dodatkowo można by było zgłosić niszczenie roślinności chronionej odpowiednim służbom jednak nie zdziwmy sie jeśli w wielu przypadkach nas po prostu oleją.


Jest to bardzo trudne, w 90% przypadków niemożliwe do ustalenia. Jednak na niektórych zdjęciach widać, że roślina została dopiero co wyrwana z torfowiska. Np. na zdjęciach które zamieściłem. Co do zgłaszania służbom to niestety one nic nie zdziałają. Rzadko są to ludzie dostrzegający problem.


marrom napisał(a):Nie łudźmy się. Większość okazów pochodzi i pochodzić będzie z grabieży. Tak, mamy nadzieję, że do handlu wprowadziła je osoba która miała pozwolenia, zezwolenia itd. Jednak zdajmy sobie sprawę z tego, że tak nie jest, a nasze hobby potęguje zapotrzebowanie na materiał roślinny i jego kradzież z natury – nie ważne czy to Polska, Borneo czy Australia.

Tak, to prawda. Jednak w naszym przypadku ilość rodzimych roślin w uprawie - już niezależnie od sposobu ich pozyskania jest na tyle duża, że nie ma potrzeby kolejnych "grabieży". Trzeba by popracować na lepszym udostępnieniem tych roślin, coś jak z capensisami jak to fajnie ująłeś.

marrom napisał(a):Co do pozyskiwania materiału siewnego. Skąd pewność, że nie mają na to pozwolenia (choć może to tez być działanie samozwańcze – tego nie wiemy)?

W Polsce jest to na tyle zawiłe, że jeśli dodać do tego niestety niekompetencję odpowiednich władz to uzyskanie takiego pozwolenia jest bardzo trudne, o ile nie jesteśmy studentem/pracownikiem jakiejś uczelnio wyższej, wtedy oni potrafią to zorganizować. Dla osoby prywatnej to podobno bardzo ciężka rzecz, szkoda zachodu. Nie wierzę że ktoś który połakomi się na parę złotych zysku z rosiczek starał się o legalne pozwolenia.

Kwestia pobierania nasion - co o tym sądzicie? Na CPUK jest na to ciche przyzwolenie. W ten sposób trafiło do nas wiele roślin z lokacjami. Pozwolenia rzadko te osoby posiadają. Ktoś kiedyś wymyślił tam nawet jakieś "zasady" pobierania nasion dla siebie w celach uprawy. Populacja rośliny musiała być większa niż 50 osobników, a "wolno" wziąć nasiona z jednego kwiatostanu.


Co do ochrony naturalnych siedlisk. Jakie działania możemy podjąć my? Szczególnie jestem ciekawy co Ty Krzyśku napiszesz:) Starałeś się już o ochronę jakichś miejsc? Jakie działania podejmowałeś?
Avatar użytkownika
moof
Redaktor
 
Dołączył(a): 02 sie 2007 19:18

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez Cephalotus » 27 cze 2010 10:53

moof napisał(a):W Polsce jest to na tyle zawiłe, że jeśli dodać do tego niestety niekompetencję odpowiednich władz to uzyskanie takiego pozwolenia jest bardzo trudne, o ile nie jesteśmy studentem/pracownikiem jakiejś uczelnio wyższej, wtedy oni potrafią to zorganizować. Dla osoby prywatnej to podobno bardzo ciężka rzecz, szkoda zachodu. Nie wierzę że ktoś który połakomi się na parę złotych zysku z rosiczek starał się o legalne pozwolenia.

Kwestia pobierania nasion - co o tym sądzicie? Na CPUK jest na to ciche przyzwolenie. W ten sposób trafiło do nas wiele roślin z lokacjami. Pozwolenia rzadko te osoby posiadają. Ktoś kiedyś wymyślił tam nawet jakieś "zasady" pobierania nasion dla siebie w celach uprawy. Populacja rośliny musiała być większa niż 50 osobników, a "wolno" wziąć nasiona z jednego kwiatostanu.


Co do ochrony naturalnych siedlisk. Jakie działania możemy podjąć my? Szczególnie jestem ciekawy co Ty Krzyśku napiszesz:) Starałeś się już o ochronę jakichś miejsc? Jakie działania podejmowałeś?


Dobra, może trochę odbiegnę od tematu, ale muszę dać ten przykład, który jest o poważniejszej tematyce jak tutaj, ale problemie analogicznym:

Jestem lekarzem, przychodzi do mnie nastolatek (mój pacjent), który jest cukrzykiem. Nie wolno pić mu alkoholu nie tylko ze względu na wiek, ale i chorobę. Natomiast on bardzo chce pić alkohol, jak jego rówieśnicy, bardzo źle się czuje w ich towarzystwie będąc odmienny. Zdaje sobie sprawę ze swojej choroby, ale chce być jak inni w jego wieku. Szuka u mnie przyzwolenia na picie alkoholu, którego jako lekarz i osoba dorosła nie mogę mu z godnie z prawem dać. Jest osobą niepełnoletnią! Natomiast jeżeli ja go będę usilnie zniechęcał, jak to NIE wolno mu pić alkoholu, że to grozi śmiercią lub poważnym kalectwem, to gdzieś sobie znajdzie informację, że przy cukrzycy wolno pić, napije się i zrobi sobie krzywdę, lub umrze. Ponieważ przy cukrzycy wolno pić, trzeba tylko umieć odpowiednio manipulować dawkami insuliny. Czyli muszę go nauczyć tego robić, powiedzieć, że ogólnie przy jego chorobie picie alkoholu nie jest całkowicie wyłączone z życia, ale trzeba odpowiednio dozować dawki insuliny. To jakbym dał mu przyzwolenie na picie, bo uczę go jak robić z ta insuliną, aby mógł napić się alkoholu, tylko teraz. Albo ja go wyedukuję i dam mu narzędzie dzięki któremu napije się alkoholu i nic sobie nie zrobi, albo tego nie zrobię odradzając mu na wszelkie sposoby picie alkoholu, on się kiedyś przełamie pod presją kolegów, napije i być może nawet umrze.

Problematyka jest po prostu analogiczna z nasionami roślin chronionych. Jest ktoś, kto ma rosiczki w okolicy, chce je uprawiać, nie chce obcych, tylko jego "własne". Ja jestem w stanie go zrozumieć. Tylko ja nie jestem osobą, która może dać mu pełnoprawne przyzwolenie na pobranie takich nasion, że o roślinach nie wspomnę. Mogę natomiast wyposażyć go we wszelką wiedzę jak takie rośliny uprawiać, jak wyhodować z nasion, aby w rawie czego ich nie zmarnował. Bo jak tego nie zrobię to czy on weźmie nasiona, czy nie, ja na to wpływu nie mam. Ale jeżeli tak zrobi, to przynajmniej będę miał pewność, że wie wszystko co istotne, aby ich po prostu nie zmarnować. Natomiast straszenie takiej osoby konsekwencjami prawnymi i w ogóle, może poskutkować tym, że się wkurzy, nakopie ile da radę i na tym się skończy nasze dbanie o środowisko.

A co do ochrony takich terenów. To moje doświadczenia i nie tylko moje są takie, że jest bardzo ciężko ochronić miejsc o "naukowo" większej wartości przyrodniczej, nie mówiąc o roślinach owadożernych, które do aż takich wielkich rzadkości nie należą. U mnie skończyło się Naturą 2000, przy czym 60% jak nie więcej gatunków nie zostało w ogóle wymienionych, a nawet gdyby było, to jako NIE Naturowe nie mają większego znaczenia. Chodzi tutaj o priorytet ochrony dla projektu Natura 2000. Fakt, że są u nas ściśle chronione, występują sobie na czerwonych listach księgach i czym tam jeszcze, nie ma znaczenia. Jedyną ochronę jaką tutaj na swoim terenie uzyskałem, to moja własna działalność ochronna dla tych gatunków. Bo w innym przypadku niektóre by wyginęły z czasem, a sporo stanowisk już wyginęło i ja dbam o ostatnie, jakie się uchowało. Także jeżeli to nie jest na terenie Parku Narodowego, gdzie jest siedziba organu, którego celem jest ochrona danego miejsca, to nawet nie ma co sobie głowy zawracać. Tak to na moment dzisiejszy jest w naszym kraju, czy się to zmieni, nie wiem, ale na to bym nie liczył.
Pozdrawiam,
Krzysztof Ciesielski

Fotki owadożerów
Moje zdjęcia
Cephalotus
 
Dołączył(a): 23 sie 2007 22:24
Lokalizacja: Żary

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez neo_s » 27 cze 2010 11:07

Nagłaśnianie problemu i piętnowanie "złoczyńców" nie zawsze odnosi zamierzony skutek. Weźmy na przykład "odstraszające" napisy na paczkach papierosów czy kampanie "idzie wiosna będą warzywa". Takie działania tylko zaostrzają konflikt pomiędzy stronami i tworzą dwie przeciwne sobie grupy mające swoje racje i utwierdzające się we własnych przekonaniach. Zamiast robić nagonkę na szabrowników powinniśmy udowodnić im, że to co robią nie ma sensu bo o wiele łatwiej (i bezpieczniej) jest np. pozyskać rośliny od hodowców po cenie wysyłki (tutaj wchodzą w grę nasze starania o to aby było to możliwe).

Jeżeli chodzi o wartość roślin z lokacjami to może jestem zbyt naiwny i za mocno wierze w ludzi ale wydaje mi się, że po rozmowie z leśnikiem i przedstawieniu mu problemu jaki właśnie powstaje, nie miałby on za złe gdyby ktoś z nas zebrał trochę nasion i rozesłał po użytkownikach forum. Pozyskane w ten sposób rośliny można by rozsyłać dalej i dalej.

Myślę, że dobrym pomysłem byłoby też założenie tematu, zakładki na stronie ze zdjęciami roślin z naturalnych środowisk w Polsce (z opisami, rankingiem zdjęć itd.) i zachęceniu osób do powiększania ich zbioru (zdjęć nie roślin). Pokazanie jak owadożery wyglądają w naturze i zaangażowanie w powiększanie galerii mogłoby się przełożyć na szanowanie i ochronę roślin w przyszłości oraz wyrobienie właściwej postawy w nowych osobach, które odwiedziły portal bądź forum/fora.

Pokazujmy i szerzmy właściwe zachowania zamiast zakazywać złych. Wiadomo, że znajdą się osoby, których nie przekonamy ale większość wkręci się w akcję "piękne w naturze" (właśnie, hasło i logo by się przydało). Konformizm ma dużą moc ;)
Avatar użytkownika
neo_s
 
Dołączył(a): 03 lip 2008 22:07

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez ObywatelkaKostnicy » 27 cze 2010 13:23

Neo, zachecanie do robienia fot spowodowałoby takie zadeptanie w tamtych okolicach,z e o ja pikole

a co do pierwszej wypowiedzi marroma to jest coś takiego jak ochrona czynna, która powinna być stosowana np przy łakach xerotermicznych które są z 'natury' utworami sztucznymi, lecz o takiej różnorodności roslin, że stały sie biologicznie cenne. powinna być też przeprowadzana w przypadku możliwości degradacji danego środowiska przez człowieka. ale jak jest bagienko i ewentualnie musi sobie radzic z zmianami klimatycznymi, które sa w minimalnym stopniu kształtowane przez człowieka (aczkolwiek na zimne lepiej dmuchać i nadal starać sie zmniejszać wszelkiego rodzaju emisje + drzeć pasy z ekologów, którzy mają zamiar robic autka wydzielajace parę wodna, bo to gaz o wiele bardziej cieplarniany od C02) to bez przesady, ludzie. jednak ten dobór musi być i w szerszym stopniu ewolucja genetyczna. więc tu koniecznie ochrona bierna z dużym napisem nie tykać roślinek
"Jak długo trwa minuta, zależy od tego, po której stronie drzwi toalety się znajdujesz."
"Człowiek, który uśmiecha się, gdy sprawy idą źle, myśli o człowieku, na którego można zwalić winę"
Avatar użytkownika
ObywatelkaKostnicy
 
Dołączył(a): 01 sie 2009 14:45
Lokalizacja: siemianowice śląskie, Polska

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez Sylwester1995 » 27 cze 2010 13:30

Niedaleko Niechorza(miejscowość nadmorska) jest duże torfowisko, firma wydobywa tam torf. Myślicie że można by było znaleźć nam rośliny owadożerne ?
Młody hodowca.
Sylwester1995
 
Dołączył(a): 17 lut 2010 14:04

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez Matrix » 27 cze 2010 14:11

Jeśli wydobywają tam torf to znaczy, że otrzymali pozwolenie, co mogłoby automatycznie wykluczyć obecność roślin mięsożernych (gdyż są chronione). Przejść się i porozglądać jednak nie zaszkodzi ;)
Matrix
 
Dołączył(a): 28 gru 2007 20:04
Lokalizacja: Kalwaria Zebrzydowska

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez ObywatelkaKostnicy » 27 cze 2010 14:14

prawdopodobnie i w tym przypadku akurat bym widziała uzasadnieni wyciagniecia roślin z terenu zagrożonego (bo przed podpierdzieleniem podłoża zadna roślina sie nie obroni), z tym, ze raczej jezeli już ktoś zdecydowałby sie podiwanić rośliny to naciskałabym żeby byłu one maxymalnie blisko prowadzonego wydobycia - bezpośrednio zagrożone (no i wolałabym żeby były przeniesione w środowisko naturalne niezagrożone zbytnio, nizli do donic), ale tym raczej powinien zająć sie jakiś 'organ odpowiedzialny'.
"Jak długo trwa minuta, zależy od tego, po której stronie drzwi toalety się znajdujesz."
"Człowiek, który uśmiecha się, gdy sprawy idą źle, myśli o człowieku, na którego można zwalić winę"
Avatar użytkownika
ObywatelkaKostnicy
 
Dołączył(a): 01 sie 2009 14:45
Lokalizacja: siemianowice śląskie, Polska

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez neo_s » 27 cze 2010 14:15

Biorąc pod uwagę rosnące zainteresowanie owadożerami w Polsce oraz to o czym tu mówimy niedługo mogą nie mieć czego deptać :)
Avatar użytkownika
neo_s
 
Dołączył(a): 03 lip 2008 22:07

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez moof » 27 cze 2010 16:10

No ja właśnie nie wiem co teraz robić. Czy dzielić się informacjami o miejscach, gdzie rosną owadożery?

Co do eksploatacji torfu, niektóre firmy działają na torfowiskach na których owadożerne rosną. Niby w jakiejś tam części torfowiska mogą tylko kopać, ale zmieniają wykopami lokalne stosunki wodne.
Avatar użytkownika
moof
Redaktor
 
Dołączył(a): 02 sie 2007 19:18

Re: Owadożery w Polsce. [Dyskusja]

Postprzez Cephalotus » 27 cze 2010 21:00

Sylwester1995 napisał(a):Niedaleko Niechorza(miejscowość nadmorska) jest duże torfowisko, firma wydobywa tam torf. Myślicie że można by było znaleźć nam rośliny owadożerne ?

Jasne, że mogą. Jak już to jednostki, ale tego tak na 100% nie można wykluczyć.

ObywatelkaKostnicy napisał(a):prawdopodobnie i w tym przypadku akurat bym widziała uzasadnieni wyciagniecia roślin z terenu zagrożonego (bo przed podpierdzieleniem podłoża zadna roślina sie nie obroni), z tym, ze raczej jezeli już ktoś zdecydowałby sie podiwanić rośliny to naciskałabym żeby byłu one maxymalnie blisko prowadzonego wydobycia - bezpośrednio zagrożone (no i wolałabym żeby były przeniesione w środowisko naturalne niezagrożone zbytnio, nizli do donic), ale tym raczej powinien zająć sie jakiś 'organ odpowiedzialny'.

Nie chcę być odebrany, że jestem uszczypliwy, ale tak zgodnie z PRAWEM, to ktoś posiadający pozwolenie na wydobycie torfu, gdzie np. rosną sobie rosiczki, może je LEGALNIE zniszczyć, ale my chcąc je "uratować" nie możemy tego LEGALNIE zrobić. Trzeba najpierw wystąpić o pozwolenie, którego otrzymanie zajmie miesiące, o ile w ogóle je dostaniemy. Tak to głupio wszystko wygląda. Przykład podobny: robiąc drogę, drogowcy dostali pozwolenie na jej poprowadzenie przez ściśle określony obszar. Po drodze wykopali dziesiątki storczyków: gółek długoostrogowych. Mój znajomy oczywiście szedł przed drogowcami i wykopywał ile się dało, a następnie przenosił w bezpieczne miejsce. Niektóre zbierał już wyorane. Formalnie on złamał prawo, drogowcy NIE. W sensie moralnym, chyba nie mamy wątpliwości co do słuszności jego postępowania. Nie mówię, że mamy łamać prawo notorycznie, ale chyba jednak czasem lepiej się pokierować zdrowym rozsądkiem, albo sumieniem.

"Nie wszystko co jest prawem,
jest z tej racji sprawiedliwe;
lecz to, co sprawiedliwe,
powinno stać się prawem."
Monteskiusz

neo_s napisał(a):Biorąc pod uwagę rosnące zainteresowanie owadożerami w Polsce oraz to o czym tu mówimy niedługo mogą nie mieć czego deptać :)

Tylko w moim rejonie znam 4 duże torfowiska, jedno ponad 40 ha, że możesz tam sobie deptać dzień i noc cały rok, a zanim skończysz, to te zdeptane zdążą się odtworzyć. Akurat owadożery to jeszcze u nas nie są takie wybitne rzadkości, a co cenniejsze miejsca np. z tłustoszem dwubarwnym, są dobrze pilnowane, dbane i w ogóle.

moof napisał(a):No ja właśnie nie wiem co teraz robić. Czy dzielić się informacjami o miejscach, gdzie rosną owadożery?

Każdy sobie może na stronie Natura 2000 znaleźć wszystko co mu potrzeba. Wpisuje swoją gminę w internecie, potem: rosiczka/rosiczki/drosera/owadożerne/mięsożerne i sądzę, że bez trudu znajdzie użytek czy rezerwat z interesującym gatunkiem. Tłustosze to jednak trudniejsza sprawa... Dzielić się trzeba, tylko nie z każdym z kim popadnie.
Pozdrawiam,
Krzysztof Ciesielski

Fotki owadożerów
Moje zdjęcia
Cephalotus
 
Dołączył(a): 23 sie 2007 22:24
Lokalizacja: Żary

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Ogólnie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron