przez Cephalotus » 26 cze 2010 19:48
Temat ciekawy, zaiste. Z racji tego, iż mam pewne doświadczenia, to myślę, że powinienem się w temacie wypowiedzieć. Z góry wszystkich wrażliwych przepraszam za długość, ale temat istotny i myślę, że należy go wyczerpać.
Zacznę od tego, że: „Nie muszę dodawać, że swoim wyglądem najczęściej deklasują one zupełnie rośliny przez nas uprawiane.”; ja bym się akurat tutaj może nie zgodził. Jeszcze może poza P. alpina, cała reszta roślin, które posiadam wyglądają lepiej jak w naturze, wszystko zależy od umiejętności hodowcy i znania ich potrzeb. Zgodzę się bezsprzecznie, że o wiele ładniej wyglądają w naturze, dzięki całokształtowi otoczenia.
Zgodnie z prawem pobieranie, przechowywanie jakichkolwiek fragmentów gatunków chronionych, niepochodzących z legalnej hodowli jest zabronione. Ogólnie nawet nie można przechowywać ptasich pór, jeżeli pochodzą od gatunków chronionych. Myślę, że w pierwszej kolejności powinno się potępiać pobieranie roślin z natury w celu ich sprzedaży. Taki proceder ja już bardzo dawno temu zauważyłem na CPUK, czego przez kolejne 4 lata, jak mi potem powiedziano, cała kadra administracyjna nie zauważyła. Wstyd! Nie mogę komuś zezwolić na pobranie nasion rosiczki gdyż jest to złamanie prawa, ale nie będę takiej osoby piętnował, jak weźmie sobie roślinę/nasiona wyłącznie do uprawy. Choć między innymi chciałem rozpowszechnić rodzime gatunki roślin owadożernych, w celu wysycenia rynku. Myślałem, że z polskimi rosiczkami nie ma problemu, bo już brakowało chętnych na nie.
Co do zniszczenia populacji. Akurat ma doświadczenie, którego zapewne nikt inny nie posiada, toteż choć myślę, ze argument raczej był zmyślony, to jeszcze jestem w stanie zrozumieć jego zasadność. U mnie w okolicy rosła genialna populacja D. rotundifolia, na wilgotnych piachach. Rosiczki rosły (tak jak mówię, tak było) w postaci gęstego dywanu. Miałem wiele próśb o przysłanie trochę, w końcu ich było tam tak wiele, ale odmówiłem. Przyznam z bólem, że trochę tej decyzji żałowałem, bo jeszcze tego samego lata, cała populacja zginęła z racji ogromnej suszy. Stanowisko nie było typowe i stabilne. Od przynajmniej 5 lat ta populacja nigdy się nie odtworzyła do stanu pierwotnego, gdyż nie było wystarczająco długiego ciągu mokrych lat. Co się trochę odtworzyła z nasion, to przychodziło suche lato i na powrót wszystko ginęło. Ogólnie wolałbym dać to komuś z możliwościami do przydomowego torfowiska, niż patrzyć jak znowu będą usychały setki rosiczek. Jednak nie wolno mi, prawo mi za brania, choć bądźmy szczerzy, prawo się o nie nie troszczy wcale.
Zgadzam się z Panią Obywatelką, że najlepszym sposobem ukrócenia procederu sprzedaży roślin nielegalnie pozyskanych z natury, jest w razie takiego podejrzenia odmówienie zakupu. Sprawa jest prosta, ale wielu widząc takie oferty i to nie tylko odnośnie roślin owadożernych, i tak je kupią. Ostatnio miałem podobną sytuację na forum Przyroda. Użytkownik mimo podejrzeń pochodzenia roślin z natury, z racji tego, iż były to ciekawe gatunku, z wielką radością je kupił i się tym pochwalił. No cóż, ja proponowałem zaniechać zakupu, gdyż to napędza biznes, ale na tym tylko mogłem zaprzestać.
Teraz natomiast się z Panią Obywatelką nie zgodzę. Kto tak twierdzi, że rośliny hodowane są gorzej jakości genetycznej? Z mojej wiedzy wynika, że akurat rosiczki w znakomitej ilości produkują nasiona z samozapylenia. Nie wiem jak tłustosze, ale ja kich nie zapylam, chyba, że ich własnym pyłkiem i też są żywotne, wielkie, dorodne, świetnie kiełkują. Odbiegając lekko od tematu, wszystkie storczyki pochodzenia atlantyckiego rozmnażają się w Polsce tylko I WYŁĄCZNIE przez samozapylenie, gdyż nie występują u nas ich naturalni zapylacze. Żyją sobie u nas od dziesiątek, a raczej setek lat w ten sposób i jakoś nie widać, aby postępowała jakaś degradacja genetyczna. W hodowli, myślę, że może być wręcz przeciwnie. Jeżeli jeszcze jest oddany hodowca, to zapyla rośliny krzyżowo. Ja tak czynię Se storczykami, czasami z P. alpina… Proszę, wyprowadzenie gatunki z ekosystemu nie spowoduje jego załamania, chyba, że ktoś mówi o wyrwaniu całego torfowca z torfowiska, czy wycięciu całych drzew w lesie, albo wyrwanie wszelkich traw na łące. No bez przesady!
Moof, ciekawe jest co piszesz o P. bohemica. Akurat te poczynania tak jakoś wzajemnie się z wykluczają. Jak się coś robi dla natury, to nie po to, aby wykopać na sprzedaż. Rozumiem, skosić łąkę, a potem w ramach „zapłaty” wziąć sobie roślinkę czy parę nasion i z tego namnożyć rośliny do sprzedaży, ale żeby wykopywać na sprzedaż, to już nie ładnie. Bo się nie sprzedaje nic własnego!
I ja znowu do Pani Obywatelki. O jakim zubażaniu genetycznym piszesz? Chyba coś do tej genetyki zbyt poważnie podchodzisz. Najważniejsze myślę jest to, że nie wprowadzają tam roślin z innych populacji, skoro dana ma swoje geny i oni je tam utrwalają. Ochrona naturalnych stanowisk zawsze ma na celu jakieś priorytetowe gatunki. Nie można chronić łąkę dla dwóch odmiennych gatunków np. lubiących cień i lubiących słońce. Zawsze wybiera się gatunek priorytetowy, względnie grupę o podobnych wymaganiach, a inne odsuwa się na bok. Ci Czesi skupili się na P. bohemica i pod ich katem pielęgnują miejsce. A w Pieninach to co jest. Rozmnażają niepylaka Apollo i wypuszczają na wolność. Bez tego dawno by wyginął. Nikt tego nie tępi, może napiszesz do nich list, że Ci się takie działania nie podobają, a gatunek zgodnie z naturą ma sobie wyginąć…
Myślę, że na tym etapie dam już sobie spokój i tak napisałem tyle, że nie wiem kto to w ogóle przeczyta. Moje ogólne wrażenie o tematach tego typu jest: „nie no fajnie, że ktoś w ogóle zwraca na to uwagę, ale na gadaniu się skończy”. Niestety, tak będzie, widziałem to nie raz, nie dwa, i to w kwestii (nie ubliżając żadnemu gatunkowi) o wiele rzadszych gatunków w naszym kraju. Każdy wyładuje swoje emocje i poczuje się lepiej. Jestem zdania, że jak coś zmieniać, to najlepiej zacząć od siebie! Czyli oferty podejrzane/nielegalne ganić, nielegalnego nie kupować, a w miarę możliwości dbać i chronić to, co cenne w najbliższej okolicy, przy okazji edukować wszystkich napotkanych na swojej drodze.