U nas, żeby mieć 5 na koniec roku z polskiego, trzeba przeczytać 8 LEKTUR !!! W pierwszym semestrze 4 wybrane, i w drugim semestrze kolejne 4
To iście przerażające

… Ja byłbym szczęśliwy, jeśli polonistka dałaby nam możliwość wyboru choć JEDNEJ lektury… A nie raz czytaliśmy ich więcej niż 8... Poza tym, skoro tak USILNIE bronisz się przed ich czytaniem, to po co ci ta piątka

?
A kazali Ci się uczyć tabliczki mnożenia przez 1 ?
Panie Lesiuk, jak masz Pan zamiar wyjeżdżać z takimi „inteligentnymi” tekstami, to lepiej Pan sobie daruj…
Literatura tak mnie denerwuje, jakies epiki, liryki rozszyfrowanie mysli autora, szukanie srodkow stylistycznych itd.... A najgorsze, ze tego w ogole nie czaje -.-
Nas przez całe gimnazjum straszyli, że koniecznie MUSIMY to umieć. I co? Skończyłem szkołę z b. dobrym wynikiem, a nadal tego nie kumam

. Brak tej NIEZBĘDNEJ DO ŻYCIA wiedzy poskutkował utratą – o ile dobrze pamiętam - dwóch punktów na egzaminie gimnazjalnym

. Lepiej się jednak nauczyć, bo kto wie, jaki egzamin będzie za rok

.
Lektury są bardzo ważne, lubię czytać
Dla mnie akurat nie są w ogóle ważne, tym bardziej na profilu mat-ger… Co nie oznacza, że nie lubię czytać – np. takiego Halika, Fiedlera czy Cejrowskiego (ok. 450 stron) łykam w 2 dni, a lektury (np. „Syzyfowe prace”) trawię 2 miesiące, a i tak nie mogę strawić. I co mi to daje, skoro niedługo później wszystko z głowy wyleci? Ja akurat mam tak, ze choćby nie wiem pod jakim przymusem, to jeśli coś jest nudne, nie jestem w stanie nauczyć się tego na tyle dobrze, by zapamiętać na dłużej niż tydzień. Potem pamiętam tylko z grubsza główny wątek – a żeby wiedzieć takie coś, wystarczy mi krótki wycinek streszczenia, a nie nudna, 300 – stronicowa książka.
Podsumowując – czytanie książek INTERESUJĄCYCH młodego człowieka – tak, nudne, przymusowe lektury – NIE!
W rzeczywistości jest tak, że obowiązkowe do przeczytania lektury dają efekt odwrotny od zamierzonego – uczniowie, zamiast czytać, tylko się zniechęcają przez wciskanie im rzeczy, które w ogóle ich nie interesują.
ja bym była za tym żeby np w podstawówce omawiać starożytność, w gimnazjum wieki srednie, renesans, barok, a w szkołach ponadgimnazjalnych te nowsze epoki. Obecnie w duzej mierze to jest powtarzanie 3 razy tego samego.
A ja byłbym za tym, by omawiać wszystko, tak jak jest, ale za to uszczuplić treści - mniej staroci, a więcej informacji ze "świeższych" lat. Bardzo lubię historię II WŚ, ale nie przepadam za barokiem czy np. starożytną Grecją. Chociaż w sumie nie mam na co narzekać - w gimnazjum mieliśmy świetnego nauczyciela, który potrafił ciekawie opowiadać, a teraz, w liceum, uczy nas...jego brat

, który wg. mnie tłumaczy równie ciekawie, o ile nie lepiej

. W dodatku ma zdrowe podejście do przedmiotu i nie katuje nas nim, bo wie, że jesteśmy na mat-gerze i nikt matury z historii zdawać nie ma zamiaru. Gorzej, gdy lekcje prowadzi jakiś nudziarz - wtedy jakaś ciekawa książka na kolana, i udawać, że się notuje

.
W liceum z tygodnia na tydzień masz do przeczytania książkę, która ma np. ok. 1000 stron. A nauczycielka jak będzie chciała sprawdzić czy się lekturę przeczytało zapyta o to,czego w streszczeniu na pewno nie ma
I to jest straszne

. Jesteś skazany na to badziewie, jeśli nie chcesz naprawdę mocno podpaść. Skutek? Nie dość, że się nudzisz i wg. mnie marnujesz, to w połączeniu z innymi przedmiotami nie masz prawie wogóle czasu dla siebie i rozwijania swoich zainteresowań. Zamiast poświęcić czas swoim pasjom, topisz się w bagnie przygotowanym Ci przez "wielkich" artystów...
Are you sad? Are you depressed? Do you feel, that nobody loves you? If so, we can help:
SMITH & WESSON HANDGUNS