No muszę przyznać, że ładne roslinki (zupełnie jakbym widział swojego muchołapa, tylko troche mniejszego i bardziej zielonego-bo mam red-green najwiekszą) i myslę podobnie jak ty- rosliny rosną najlepiej pod gołym niebem:P Tak to prawda, że np.: większość dzbanków i kilka rosiczek powinno sie trzymać w terra, ale takie jak capensis, aliciae, spatulaty i inne rosiczki które nie potrzebują wysokiej wilgotności (w tym pigmeje) od razu ( zakładając, że mamy taką możliwość

) wystawiamy na dwór ( jak były cały czas na parapecie to można je "przyzwyczaić" poprzez uchylenie okno na 2-3 ( tak bez przerwy, mile widziane lekkie przeciągi) i po takim "szkoleniu" "wykopujemy" je z domu niech korzystają ze świeżego powietrza i pełnego słońca. Nie wiem czemu, ale śmieje się z ludzi którzy podczas deszczu przykrywaja rosliny albo je przenoszą- jakoś nie wyobrażam sobie by po torfowiskach latały dobre wróżki z parasolami... Fakt jeśli nigdy na nie nie padało to po deszczu rosiczki będą troche brzydsze tzn.: nie będą miały rosy przez 3-5 dni, ale do tego też można je przyzwyczaić. Ja robiłem to tak:
1. wieczorem ( co tydzień i tak przez miesiąc) zamgławiałem wszystkie roslinki ( tu rosa była tylko rozcieńczana)
2. przez kolejne 2 miesiące ( tym razem 1 razy na 2 tygodnie ) lekko zraszałem (tu rosa była jeszcze bardziej rozcieńczana a na niektórych nie było jej wcale)
3. i tu przez kolejne 2 miechy ( teraz 2 razy na tydzień) były zraszane tak że rosy nie było wcale ( po prostu mocniejszy strumień, ale bez przesady-nie wężem ogrodowym)
Co z tego wyszło??? 1. Normalnie po całkowitym zniknięciu rosy ta pojawiała się po 4-5 dniach, a potym zabiegu nawet po 3-dniowych ulewach rośliny odnawiały ją w 1-2 dni
!!!uwaga to co tu napisałem nie tyczyło się siewek, po ulewach moga zostać "wypłukane", więc te jednak trzymamy na parapecie w domu, lub tak jak ja w czyms szklarniopodobnym !!PS: ciekawe czy ktoś to przeczyta
