Kilka lat temu przeprowadzałem doświadczenie odnośnie zimowania owadożernych. Ponieważ od lat kaktusy zimuję w zimnej i ciemnej piwnicy ( i tak siedzą przez 3-4 miesiące) chciałem zobaczyć jak to z owadożerami. Więc tak było 10 muchołówek ( 2 dingley giant 4 red-green i 4 regular) 10 rosiczek filiformis i 4 kapturnice. 5 muchołówek ( 1dingley 2 red green i 2 regular) 5 rosiczek i 2 kaptury były w piwnicy, a reszta za oknem. Oczywiście co kilka dni zaglądałem i podlewałem jeśli była taka potrzeba. Wyniki takie:
Piwnica:
wszystkie rośliny potraciły liście, a 4 całkiem padły ( kaptur, 2 muchołówki dingley giant i red-green). Wszystkie zaczęły potem ładnie wypuszczać liście tylko kaptur tak jakby gorzej rósł. Pozostałe muchołówki wszystkie zakwitły i potem rosły dalej.
Za oknem:
3 rosiczki i 1 muchołówka padła, reszta tylko lekko zbrzydła albo potraciły liście. Jednak te muchołówki po zakwitnięciu rosły o wiele gorzej, a kapturki rosły w najlepsze
PS.: Do tego doświadczenia wybrałem największe i "najsilniejsze" rośliny, jednak potem nie próbowałem tego powtarzać ( szkoda było roślin, a przede wszystkim brak chęci

)
PS 2: mi najlepsze rezultaty przynosiło zimowanie tych roślin normalnie w torfowisku ogrodowym wszystkie przeżywały, ładnie się dzieliły, a przy tym kwitły i wydawały dobre nasiona :P