Ja także uważam, że sadzenie obcych gatunków w naturze to bardzo zły pomysł, mówiąc delikatnie. Jednocześnie cieszę się, że nikt w Polsce nie urzeczywistnił takiego pomysły. Brak poszanowania środowiska naturalnego prowadzi do tego, że zamiast rodzimej flory i fauny będziemy mieli dziki ogród botaniczny. Człowiek już dość pokazał jak bardzo potrafi bezmyślnie zniszczyć przyrodę. I sprowadza nam chińskie biedronki ludojadki. Nie chodzi także o potencjał rozrodczy danego gatunku. Zniszczeniu ulega dany ekosystem z obcym gatunkiem. A, że często pochodzi z bardziej ekstremalnych warunków, to dominuje je. Chyba wszyscy widzieli Szwajcarskie torfowiska, gęsto upakowane S. purpurea. Dobrze, że nikt nie pomyślał o wsadzeniu D. filiformis na torfowiska Europy, bo to by pewnie oznaczało wymarcie D. intermedia, która zajmuje identyczne pod kątem wymagać środowiska, a nie mogąca w żaden sposób konkurować z tą pierwszą rosiczką.
Pomysł introdukcji obcego gatunku, zupełnie nie związanego z danym miejscem uważam za skrajnie egoistyczny. Ponieważ na pewno nie ma w tym nic z troski o dobro środowiska, czy ochronę gatunku przed wymarciem. To jest zwykła egoistyczna chęć posiadania jak kolega napisał "własnego dzikiego torfowiska". Zamiast niszczyć to co przyroda z trudem stworzyła, a tak hojnie Szwecję jest tym obdarowana, to sprobowałbyś stworzyć stabilne torfowisko w ogrodzie. Zobaczyłbyś jak delikatny jest to ekosystem. To nie jest tylko torf i mech torfowiec. Gdybyś miał coś na kształt naturalnego torfowiska, nawet z dużej donicy, wiedziałbyś, jak trudno jest zadbać o jego równowagę.
Drobna uwaga, Muchołówki mogą przetrwać przymrozek, ale bardzo ucierpią i to już po pierwszym razie. Szczerze wątpię, aby były w stanie przetrwać w Polsce czy Szwecji na dworze.
